Szymon Szymonowic (1558-1629), Sielanki

 » Sielanka dwunasta. Kołacze (Sroczka krzekce na płocie: będą goście nowi)
 » Sielanka ośmnasta. Żeńcy (Już południe przychodzi, a my jeszcze żniemy)

Sielanka dwunasta
Kołacze*
Panny, Pań sześć par

Panny
Sroczka krzekce na płocie: będą goście nowi;*
Sroczka czasem omyli, czasem prawdę powi.
Gdzie gościom w domu rado, sroczce zawsze wierzą*
I nie każą się kwapić kucharzom z wieczerzą.
Sroczko, umiesz ty mówić, powiedz, gdzieś latała,
Z której-eś strony goście jadące widziała?*
Sroczka krzekce na płocie, pannie się raduje
Serduszko, bo miłego przyjaciela czuje.
Jedzie z swoją drużyną panic urodziwy,*
Panic z dalekiej strony; pod nim koń chodziwy,*
Koń łysy, białonogi, rząd na nim ze złota.*
Panno! gotuj się witać, już wjeżdża we wrota;
Już z koni pozsiadali, wszystko się podworze
Rośmiało jako niebo od wesołej zorze.*
Witamy cię, panicze, dawno pożądany!*
Czeka cię upominek tobie obiecany,
Obiecany od Boga i od domu tego;
Po obietnicę trzeba wsiadać na rączego;
A ty się gdzieś zabawiasz. Już nam nie stawało*
Oczu wyglądając cię. Winieneś niemało
Sam sobie, a pogonić trudno i godziny.*
Co byś rzekł, gdyby to był otrzymał kto iny?
Barzoś się ubeśpieczył! Czyli tak urodzie*
Dufasz swojej? Kto dufa nawiętszej pogodzie,*
Deszcz go zlewa. Nie trzeba spać i w pewnej rzeczy.
I Bóg nie dźwignie, kto się sam nie ma na pieczy.
Często zazdrość o tobie złe powieści siała,*
Ale cnota zazdrości wiary nie dawała.
Trudno stateczność ruszyć; niechaj zły wiatr wieje,
Jako chce, przedsię ona nie traci nadzieje.*
Kędyś się nam zabawiał, mój panicze drogi?
Serce przez ciebie mdlało i te piękne progi
Pustkami się widziały. Czyliś na jelenie*
Z myślistwem jeździł? Wami, wami, leśne cienie,*
Świadczymy, jakeśmy wam częstokroć łajały,
Jako często zabawy wasze przeklinały.
Lubo sroga Dyjanna w surowej karności
Drużynę swoją chowa, ale przy gładkości*
Trudna przestroga. Były insze obawania,*
Bo i harap ma swoje przykre dojeżdżania,*
I od płochego zwierza urośnie nowina.*
Jeszcze po dziś dzień płacze swego Adonina
Wenus żałosna: "Ach, ach, młodzieńcze ubogi,*
Jako cię dzikiej świnie ząb uranił srogi!*"
I tyś, drugi młodzieńcze, w uściech naszych bywał,*
Nazbyt-eś, ach, nędzniku, w lesiech przemieszkiwał,*
Daleko cię nieszczęsne łowy unosiły,
Aż cię na koniec łają właściwą skarmiły.*
Pełna jest trwogi miłość i w każdy kąt ucha
Przykłada; raz ją bojaźń, raz cieszy otucha.
Czyli cię krotochwile jakie zabawiały?*
Nam tu bez ciebie ani dzień widział się biały,
Ani słoneczko jasne. Komuż do wesela
Przyść może, gdzie miłego nie masz przyjaciela?
Czyli nie każdy serce ma jednakie? Czyli
Co z oczu, to i z myśli? A czasem omyli
Oko jasne. O tobie tego nie trzymamy,*
I owszem, się pociechy wszelkiej spodziewamy.
Sokół wysoko buja, a bujawszy siła,
Jedno mu drzewko, jedna mu gałązka miła.
Młodość przestrono patrzy i daleko strzela*
Z myślami, aż Bóg na wet każdego oddziela*
Własną cząstką. Kto na niej przestawa spokojnie,*
Wszystkiego ma dostatek, wszystkiego ma hojnie.
I ty myśli uspokój, mój panicze drogi,
Nie darmo cię tu przyniósł twój koń białonogi.
Pryskał we wrota wchodząc; znać, żeśmy-ć tu radzi,*
Radziśmy wszyscy tobie i twojej czeladzi.
Już i matka, i panna witać cię wychodzi.
Poprzedź ich ręką, tobie poprzedzić się godzi.*
I czołem nisko uderz, jest dla czego czołem
Uderzyć, a nie chciej sieść za gościnnym stołem,*
Aż otrzymasz, co pragniesz; wszystko z czasem płynie,
Co ma być jutro, niechaj będzie w tej godzinie.
I ty, matko, nie zwłaczaj, czyń, coś umyśliła.*
Żadna rzecz się nie kończy, gdzie rozmysłów siła.*
Panno, czas już rozpuścić warkocze rozwite,
Czas oblec szaty takiej sprawie przyzwoite!*
Storzcie pannę do ślubu, sąsiady życzliwe,*
Ślub święty jest i wasze prace świętobliwe.
Wszak też wam tę posługę przedtym oddawano,
Toż i za matek waszych w obyczaju miano.
Kapłanie, gotuj stułę. Zbladłeś nam, panicze.
Ba, i pannie łza za łzą płynie przez oblicze.
Przelękłoś się, panicze, bojaźń to od Boga;
Szczęście tam bywa, kędy bywa taka trwoga.
Nie płacz, panno, bo rzeką, że płaczesz z radości,
Pomyśli ktoś i gorzej, bo siła zazdrości.
Nie pierwsza ty od matki wychodzisz z opieki.
Aboś chciała na łonie jej mieszkać na wieki?
I ona przy matce swej nie wiecznie mieszkała,
I tyś się nie dlatego tak tu wychowała.
Jużeście w stadle świętym, wszyscy wam dajemy
Na szczęście i miłego życia winszujemy:*
Bodajeście długi wiek z sobą pomięszkali,
Bodajeście wszelakich pociech doczekali!
Potrawy postawiono. Do stołu siadajcie,
W pośrodku mieśce pannie z panem młodym dajcie.*
Im-ci z sobą być: tak więc dwa szczepy zielone
Stoją w nadobnym sadu pospołu sadzone.*
Panna nie wzniesie oka, serduszko w niej taje,
A pan młody długiemu obiadowi łaje.
Niech kucharze potrawy dziwne wymyślają,
Niechaj win rozmaitych hojno nalewają,
Kołacze grunt wszystkiemu, a może rzec śmiele:
Bez kołaczy jakoby nie było wesele.
Laską w próg uderzono: już kołacze dają,
A przed kołaczmi panie nadobne śpiewają
I taniec prędki wiodą, i kleszczą rękami.
Zabawmy oczy tańcem, a uszy pieśniami.
Ta, co białym trzewiczkiem błysnęła na nodze,
Jakoby rzekła, że się ja też na coś godzę.*

Pierwsza para
Panicze, co tu z panną siedzisz za tym stołem,
Tobie teraz wiedziemy taniec pięknym kołem,
Tobie kleszczemy. Czyli ty nie słyszysz tego?
Ale cię myśl unosi do czegoś inszego.
Tłusty kołacz niesiemy dla twojej zabawy,
Syty kołacz, są jeszcze sytniejsze potrawy.

Wtóra para
Śliczna panno, dziś tylko panną cię witamy,
Jutro z nami porównasz, w tym cię upewniamy.*
Dziś się sromasz, jutro się będziesz uśmiechała*
I żal ci będzie, żeś tak długo próżnowała.
Pieści matka, a przedsię niesmaczne w pieszczocie,
A z miłym przyjacielem smaczne i w kłopocie.

Trzecia para
Nie dumaj nam, panicze, już kołacz na stole,
Teraz jest twoje żniwo, teraz twoje pole.
Dzieciom kołacz, dla ciebie będzie coś lepszego,
A ty pamiętaj zażyć fortelu swojego.*
Morzem ma być młodzieniec, morza żeglarz prosi,
Morze nie słucha, ale gdzie chce, żagiel nosi.

Czwarta para
Panno, już cię to matka z domu precz wyprawia,
Chleb to z domu przed ciebie, nie kołacze stawia.
A chociajby kołacze każdy dzień stawiali,
Dłużej by cię przy sobie już nie zatrzymali.
Jako się mocno trzyma chmiel gęsty przy tyce,
Tak i panna się trzyma przy swoim panice.*

Piąta para
Wilczaszku, ozinąłeś owieczkę niebogę,*
Ona za tobą bieży, choć ma w sercu trwogę,
Ale to sobie za ten kołacz wymawiamy,*
Że ją tu przy taneczku do dnia zatrzymamy.
Rad byś potym, aby się tańcem zabawiała,
Ty byś rad, ona będzie coś inszego chciała.

Szosta para
Panno, przegrana twoja, chłopięta dowodzą;*
Kołacz im z stołu dano i za łeb oń chodzą.*
Lepsza zgoda niż zwada, zgoda wszystko mnoży,
Niezgoda wszystko kazi i domy uboży.*
Panno, miej się do tańca, już wiodę oddają,*
A muzycy niechaj co rześkiego zagrają.

Panny
Sroczko, z dobrąś nowiną do nas przyleciała,
Bodajeś i u sąsiad także zakrzeczała.*